Momencik

Czekaj na odpowiedź servera..

Uwaga

  

Forum Margonem > Karczma > [M] Trójpodział Verlański

[Przeszukaj temat] [Dodaj do ulubionych]
Koniec strony Strona: [1] [2]

Pekeryn

300237
768
Zamek królewski dumnie wznosił się ponad wszelkie inne nieruchomości miasta Cetris - stolicy Keilonu. Był poranek, który lekki zgiełkiem jaki powstał na targu, budził ze snu mieszkańców miasta. Aleje i ulice z każdą chwilą zapełniały się większą ilością przechodniów zmierzających na miejsce swego zatrudnienia. Słońce właśnie wyglądało między chmurami na posłańca, który spieszył z wiadomością do swego pana. Wypadł on jak poparzony z bramy zamkowej, przebiegł jednym tchem przez cały dziedziniec, krótko pałętał się siecią korytarzy i w końcu znalazł się zdyszany w sali tronowej.
- Wasza miłość! Wojna! Mywar wypowiedział nam wojnę!
Na krótki czas w sali zapanowała cisza, która przerwał głos króla:
- A więc jednak... zwołać radę wojenną! - Rzekł wstając z tronu władca.
Zebranie wszystkich członków rady zajęło godzinę. Ci zgromadzili się przy okrągłym stole w sali obrad.
- Mają przewagę liczebną, nie przeciwstawimy się im w polu.
- Trzeba się będzie bronić w fortyfikacjach - to nasza jedyna nadzieja na odparcie wroga.
- Dobrze zaopatrzeni możemy się bronić bez końca.
Brzmiały niemiłe królowi głosy. Pan co prawda rozumiał konieczność obrony kraju, ale postanowił również nie zostawać dłużnym i wrogom się jakoś "odwdzięczyć". Nic więc nie mówił, tylko zanurzył się w głębokich rozmyślaniach.
- Wasza wysokość, co każesz zrobić? - to pytanie wytrącił władcę z letargu.
- Wiem co zrobimy - przemówił władca - Wyślemy do stolicy nieprzyjaciela naszych najlepszych żołnierzy. Będą oni egzekutorami wysoko postawionych osobistości i dodatkowymi parami oczu i uszu naszej siatki wywiadowczej. Marszałku, kiedy żołnierze będą gotowi wyruszyć?
- W każdej chwili, panie.
- Przekaż im instrukcję i niech wyruszają natychmiast. W Verlan mają się skontaktować z naszymi szpiegami i z ich pomocą założyć bazę operacyjną w nierzucającym się w oczy strażników miejscu.
- Tak jest, wasza miłość! - odrzekł marszałek i ruszył powiadomić oddział specjalny o kolejnej misji.

***


Była ciemna, deszczowa noc. Krople wody nieprzerwanie mąciły zwierciadła kałuż, które odbijały od siebie okruszyny gwiazd. Nieliczni o tej porze przechodnie przemykali jak cienie od domostwa do domostwa, chcąc uniknąć długiego przebywania na zewnątrz w tak niesprzyjających warunkach i zyskania noża wsadzonego we własny brzuch.
W uszach brzmiała echem cisza, którą tylko od czasu do czasu burzyło wycie wiatru szamotającego się między krętymi uliczkami biednej i słynącej z kriminogennego korzenia dzielnicy miasta Verlan - stolicy państwa Mywar.
Wtem z jednej z melin wylazł pewnien mężczyzna. Na sobie miał gdzieniegdzie dziurawy płaszcz w kolorze wyblakłej czerni, a kilkudniowy, nieregularny zarost zaświadczał o zaniedbaniu nawet tej części ciała. Chwiejnym krokiem zaczął podążać ku jedynej karczmie, jaka odważyła się stanąć w tym parszywym miejscu - "pod Pijanym Grzybiarzem". Przybytek ten był jednak równie niechlujny, co odwiedzający go goście. Z daleka dało się wyczuć gwar jaki panował wewnątrz, nie wspominając o zapachu piwa, który kołysał się na pół mili. Mężczyzna wszedł do środka, zamówił jadło i zajął miejsce przy wolnym stoliku pod ścianą. W kilka chwil później dosiadł się do niego inny jegomość, skrywający pół facjaty w głębokim kapturze.
- Pozwolisz, że zajmę to miejsce? - zapytał co prawda grzecznie, lecz już po fakcie dokonanym.
- Nie ma problemu, kolego. - odparł mężczyzna lekko się uśmiechając. Kompanem do piwa i opowieści bowiem w tamtej chwili nie pogardził.
Właśnie kelnerka rozdała zamówienia, przez co obaj panowie zajęli się konsumpcją swojego pożywienia - w ciszy. W pewnym momencie mężczyzna, który się dosiadł, zaczął spoglądać z trwogą za plecy swego towarzysza. Ten z kolei widząc to się odwrócił. Wtedy właśnie ów pierwszy jegomość dobył noża i wbił go w dłoń swego "kolegi" tak mocno, że ostrze przeszło przez ręke na wylot, wbijając się w stół. Krzyk z bólu wydarł się z gardła mężczyzny w czarnym płaszczu.
- Gdzie jest paczka z bronią dla Rudego?! - Zapytał zbir powoli, akcentując każdą sylabę.
Jegomość z nożem w dłoni tylko pojękiwał, instynktownie próbując niejako wyrwać rękę z tego przybicia, niestety tylko i wyłącznie powiększając ranę.
- Gdzie paczka dla Rudego? - zapytał ponownie zbir, tym razem jeszcze wolniej, aby to dotarło do jego rannego towarzysza, który myślał wyłącznie o nożu we własnym kawałku ciała.
- W kanałach pod dzielnicą kupiecką... - wydusił przez zaciśnięte zęby mężczyzna będący ofiarą tego zajścia.
Wtedy jego towarzysz wyciągnął nóż z dłoni i gdy ten złapał się za nią, by niejako zdusić ból, zbir szybkim i wprawnym ruchem rozpłatał mu gardło...

Zatrudnię kilku najemników do pewnej dyskretnej roboty dziś wieczorem. Płacę w złocie. Szukajcie mnie pod Pijanym Grzybiarzem. Szczegóły na miejscu. Jutro ta oferta będzie nieaktualna!


***


W pałacu cesarza Mywar trwał właśnie huczny bal. Około setki arystokratów zebrało się, aby uczcić ważną uroczystość - rocznicę koronacji swego władcy. Nikomu nie brakowało tańców, hulanki... no, swawól już brakowało, gdyż nie zezwalały na nie konwenanse dobrze wychowanej magnaterii. Ostrygi, mięsiwa i wino spożywano w małych ilościach, okraszając degustację dyskretnymi rozmowami - każdy w swoim kręgu wzajemnej adoracji. Tak więc hrabia de Morie i baron Dante - starzy wojskowi wyjadacze - prowadzili wykład dla młodego pokolenia oficerów o prowadzeniu wojny. Hrabia de Esterie prawił swoje poetyckie wywody wsród żeńskiego grona wielbicielek, a książę Edward de Jukose był czynną gwiazdą zabawy tanecznej, więc nikt nie śmiał nawet pomyśleć o zakazaniu mu narzucania gry najętej orkiestrze. Wszystko więc wyglądało dobrze...
- Gdzie podział się baron Ethaville? - zapytał się cesarz swojego majordomusa.
-Może wyszedł zaczerpnąć świeżego powietrze, wasza cesarska mość...
Wtem zabawę przerwał cichy krzyk kobiecy, dochodzący do uszu biesiadników gdzieś z ogrodów. Orkiestra przestała grać, a rozmowy w gronie gości zamarły. Co ciekawsi arystokraci rzucili się w kierunku, z którego dochodziły wrzaski. Wkrótce wszystko stało się jasne...
- Zamordowano Ethaville`a! Straż, do ogrodów!

***


Karczma pod Czarnym Rumakiem była ostoją spokoju i harmonii w ogarniętym wojną świecie. W końcu znajdowała się na ziemi niczyjej - wolnej od zawirowań burzliwych losów historii. Liczni kupcy, najemnicy i rzemieślnicy odwiedzali ten przybytek dosyć często, gdyż oprócz możliwości zanurzenia warg w kuflu piwa, stanowił on również dobre miejsce na rozmowy o interesach, kobietach, czy też dawał okazję do luźnej gry w karty czy kości. Wszystko to odbywało się pod czujnym okiem doświadczonych wikidajłów. Pomieszczenie zaś było, jakich wiele: drewniane ściany ozdobione głowami różnych zwierząt, kilka solidnych stolików, szynkwas, kamienny komin. Na piętrze znajdowały się pokoje do wynajęcia, z których przybyli do karczmy goscie często korzystali. A może i ty chcesz zostać jednym z nich? Zapraszamy!



O miasteczku:
Klimaty średniowiecza, nieco "uwspółcześnione" (np. kobiety mają równe prawa i mogą piastować urzędy, narkotyki rozpowszechnione na sporą skalę itd.) Bez magii i innego czarnoksięstwa, które ciężko zbalansować, jeno rąbanie mieczem, toporem, halabardą, czy czym tam chcecie. Domyślnie można grać tylko ludźmi, lecz jeśli nie będziecie dawać mi spokoju i zbiorowo złożycie specjalną petycję, to mogę pozwolić na jakieś wybryki natury. Akcja rozgrywa się w Verlan - stolicy jednego z państw ogarniętych wojną, gdzie przecinają się różne wpływy oraz na ziemi niczyjej, w karczmie przeznaczonej na swobodne rozmowy postaci do tego przeznaczonych. Gracz chcąc zacząć fabułę ma do wyboru jedną z trzech dróg:
- Zaczynasz jako żołnierz specjalnego oddziału królestwa Keilon na terenach wroga. Twoim zadanie jest eliminacja wybitnych jednostek nieprzyjaciela i wszelkiej maści działania wywiadowcze. Tutaj będę trochę prowadził graczy za rączkę, podsyłając zadania do wykonania - przynajmniej na początku. Możecie też niestosować się do moich zaleceń i rzucić się w kilka osób na setkę strażników. Kto wam broni?
- Zaczynasz jako jeden z niezrzeszonych zbirów w półswiatku miasta Verlan. Tutaj za rączkę poprowadzę tylko pierwszą akcję, później gracz sam musi chcieć zagłębić się w smród, głód i ubóstwo niższych warstw, by kiedyś się wybić w pieniądze, kobiety i narkotyki.
- Zaczynasz jako strażnik mywarski, badający tajemnicze morderstwo jednego z arystokratów. Śledztwo nie jest jednak proste, a duża liczba podejrzanych może sprawić, że będzie również czasochłonne.
Do luźnej gry w karczmie "pod Czarnym Rumakiem" można utworzyć drugą postać, której zestaw umiejętności i ekwipunku nie jest obowiązkowy. To miejsce jest przeznaczone do prostych rozmów i czynności bez ingerencji MG, więc proszę się wystrzegać wszelkich walk czy prób podpalenia karczmy etc.

Regulamin:
1. Pamiętajmy o zasadach działu, netykiecie etc.
2. Ostrożnie z torturami i drastycznymi scenami.
3. Gracz może posiadać dwie karty postaci(jedną do rozgrywki fabularnej w jednej z trzech dróg i drugą do swobodnych rozmów w karczmie), gdyż wątki będą się przeplatać i niechciałbym, by stało się tak, że dwie postacie gracza będą walczyć ze sobą.
4. Postać może zginąć na każdym kroku, bez zgody na ck. Wówczas zwalnia się slot i gracz może założyć nową postać. Osobiście nie będę was za często uśmiercał, chyba, że zrobicie coś naprawdę głupiego.
5. Staraj się unikać walki w miejscu, gdzie ma być prowadzona swobodna rozgrywka bez ingerencji MG.


Tworzenie kp:

Imię i nazwisko: jakieś klimatyczne
Rasa: domyślnie człowiek
Wiek: według wizji postaci
Profesja: jak wyżej
Charakter: opcjonalne
Wygląd: warto zaznaczyć wzrost, tężyznę fizyczną, cechy charakterystyczne, ubranie itd.
Ekwipunek:
Na start możecie posiadać jakąś torbę, pochodnie czy inne przydatne przedmioty, które w torbie się zmieszczą, oraz dwa zestawy broni, np. Łuk długi+dwa miecze jednoręczne, noże do rzucania+kastety itd.
Polecam wybrać sobie również jakiś pancerz

Umiejętności:
Stopnie umiejętności dzielą się na:
Słaby, średni, zaawansowany, dobry, wyśmienity
Na start możecie władać dwiema umiejętnościami na poziomie dobrym, trzema na zaawansowanym, czterema na średnim i czterema na słabym.
W umiejętnościach walki na jedną umiejętność składa się cała rodzina danej broni, np.
Walka mieczem - i w to wchodzą miecze jednoręczne, dwuręczne, walka dwoma mieczami jednocześnie itd.
Walka toporem - topory dwuręczne, jednoręczne, jednosieczne, obosieczne
Walka szablą - kordelasy, karabele, sejmitary itd. itp.
Tutaj jest też miejsce na umiejętność:
Uniku, gotowania, skradania się, budownictwa, medycyny, jazdy konnej itp.

Umiejętności można rozwijać podczas rozgrywki - za zgodą MG. Trzeba się liczyć jednak z tym, że im wyżej daną umiejętność chcemy rozwinąć, tym więcej trudu to przyniesie.

Atrybuty:
Czyli odporności i zdolności naszej postaci, które nie przypisujemy do umiejętności. Odporność na ból? Szybkość? Nadludzka siła? To jest miejsce na tego typu rzeczy. Tylko pamietajcie o tym, że atrybuty powinny się balansować, co oznacza, że za każdą pozytywną cechę powinno się przypisać cechę negatywną - o podobnej sile.

Historia: Opcjonalne


Przykładowa karta postaci:

Imię i nazwisko: Namon Velle
Rasa: Człowiek
Wiek: 25 lat
Profesja: Łotr
Charakter: Neutralny zły. Jeśli cokolwiek dla Namona ma znaczenie, to są tym czymś pieniądze. Dla nich zrobi wszystko, nawet sprzeda własną matkę... nie, czekaj, już ją sprzedał. Łotr nie mam obiekcji przed mordowaniem bezbronnych, kobiet, dzieci, byle tylko móc na tym coś zyskać. Zły jest niemożebnie. Drugiego takiego to chyba tylko w piekle szukać...

Wygląd:
Niezwykle wysoki mężczyzna o smukłej sylwetce, niemalże wychudzonej. Jego niebieskie oczy patrzą na każdego z wyższością, co, biorąc pod uwagę jego wzrost, nie jest niczym dziwnym. Zwykle nosi na sobie długi płaszcz narzucony na atłasowy kaftan...

Ekwipunek:
Miecz długi
5 noży do rzucania
Lekka, skórzana zbroja
Torba podróżna, a w niej:
Bandaże
Krzesiwo
Dwie pochodnie
Bukłak z wodą
Chleb

Umiejętności:
Walka mieczem - dobry
Rzucanie nożami - dobry
Walka nożem - zaawansowany
Uniki - zaawansowany
Wspinaczka - zaawansowany
Skradanie się - średni
Walka wręcz - średni
Medycyna - średni
Jazda konna - średni
Rysowanie - słaby
Gotowanie - słaby
Zakładanie pułapek - słaby
Walka wlócznią - słaby

Atrybuty:
Długie ręce - zwiększeny zasięg ramion
Odporność na trucizny 2/5
Mała siła fizyczna
Podatność na ból 2/5

Historia:
Przyszedł na świat w pewnej wsi mywarskiej, trzydzieści mil na północ od Verlanu... Ponieważ dzieci w wiosce zabierały mu zabawki, postanowił, że gdy tylko zmężnieje, zostanie złodziejem i to on będzie kradł rzeczy innych... Trafił w końcu do stolicy, gdzie wpadł w złe towarzystwo i został najemnym zbirem...

UWAGA!

Wraz z kartą postaci proszę zawrzeć notkę w jakim wątku postać ma brać udział!



Jeśli ktoś miałby jakiś lepszy pomysł na miasteczko tego typu, to wszelkie sugestie chętnie przyjmę w tym temacie.


Mistrzowie gry: Pekeryn
Gracze i kp:
Arilia - Elizabeth Gailles - https://forum.margonem.pl/?task=forum&show=posts&id=513076&ps=0#post45176125 - Wątek I
Paladyn Bizier - Torpes Giselberacht - https://forum.margonem.pl/?task=forum&show=posts&id=513076&ps=0#post45176498 - Wątek I
Evanlynn Amarie - Róisín ó Laighin - https://forum.margonem.pl/?task=forum&show=posts&id=513076&ps=0#post45179273 - Wątek III

___
Edytowany 16:33:20 9.11.2021 przez Pekeryn
Edytowany 17:51:10 9.11.2021 przez Pekeryn
Edytowany 20:48:06 11.11.2021 przez Pekeryn
2021.11.08 17:46:53
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45175653

Arilia

300263
2864
Imię i nazwisko: Elizabeth Gailles (alias Arabella Muriele Duffet; Lynx)
Rasa: Człowiek
Wiek: 27 lat
Profesja: Malarka, szpieg nowicjusz
Charakter: Dobrze wychowana, skromna, pewna siebie młoda kobieta o dobrych manierach. No, a przynajmniej na taką została wychowana pod publikę. W rzeczywistości potrafi być nieprzyzwoicie uparta, wtyka nos w nie swoje sprawy, a czasem zachowuje się wręcz prostacko. Na ogół stara się myśleć racjonalnie i nie popełniać pochopnych decyzji. Jakkolwiek ceni sobie ludzkie życie i przestrzega prawa, tak często zdarza jej się naginać nawet własne zasady dla osiągnięcia zamierzonego celu.
Wygląd: Dosyć wysoka, długonoga kobieta o lekko umięśnionej sylwetce. Jasne, proste blond włosy sięgające jej za łopatki zazwyczaj układa w ozdobny kok. Ma niezwykle bladą cerę podatną na poparzenia słoneczne. Jej twarz o łagodnych rysach zdobią zielone oczy oraz szpiczasty nos, lekko zakrzywiony na prawo jako pamiątka po bitce. Ubiera się głównie w zwiewne, stonowane suknie w odcieniach błękitu i czerwieni, które mają ukrywać jej mięśnie. Jeśli tylko może, unika gorsetów. W samotności ogranicza się do zwykłej, jasnej koszuli i ciemnych spodni. W przypadku chodzenia na nieco mniej legalne wyprawy, stara się przywdziewać ubiór w ciemniejszych kolorach, niekrępujący jej ruchów, razem z chustą na twarz oraz obszernym płaszczem z kapturem.

Ekwipunek:
- Łamacz mieczy
- 2 noże bojowe
- Lekka skórzana zbroja
W torbie podróżnej:
- Zestaw farb i akcesoriów malarskich dobrej jakości
- Szkicownik
- Zasobnik z akcesoriami do szkicowania
- Bukłak z wodą
- Krzesiwo
- Mapa

Umiejętności:
- Akrobatyka/uniki - dobry
- Malarstwo - dobry
- Wspinaczka - zaawansowany
- Szkicowanie - zaawansowany
- Walka nożem - zaawansowany
- Skradanie się - średni
- Walka wręcz - średni
- Zielarstwo - średni
- Taniec - średni
- Pływanie - słaby
- Jazda konna - słaby
- Medycyna - słaby
- Kartografia - słaby

Atrybuty:
- Podzielność uwagi - z łatwością przychodzi jej zwracanie uwagi na kilka rzeczy na raz
- Mała siła fizyczna - dziecko może jeszcze jakoś powali
- Człowiek-guma - potrafi wyginać swoje ciało na sposoby, które innym ludziom przychodzą z trudem
- Chorowitość - ma tendencje do łapanie chorób wszelakich
- Domatorka - woli trzymać się z dala od dziczy, nie przeżyłaby tam pewnie tygodnia

Historia:
Urodziła się w mało zamożnym, ale kochającym domu gdzieś na wsi w królestwie Keilon. Jej ojciec, oficer i wschodząca gwiazda wśród keilońskich wojsk, wszelkie zarobione bogactwa przeznaczał na wychowanie swojej jedynaczki w bezpiecznym środowisku. I tak Lizzie od najmłodszych lat była rozpieszczana, spełniając wszystkie swoje zachcianki. Rodzice zapewnili jej edukację godną damy dworu, a nawet wysłali za granicę, aby uczyła się malarstwa na światowej uczelni. Nie zabrakło także nauk walki i samoobrony w tym jakże niebezpiecznym świecie. Sielanka skończyła się, gdy jej ojciec zginął na jednej z akcji, z przyczyn dotąd jej nieznanych. Pozostałe bogactwa szybko uszczuplały się, a dziewczyna, pogrążona w żałobie, porzuciła swoją dotychczasową karierę. Mijały miesiące, aż w końcu w przypływie beznadziejności postanowiła odnaleźć sprawcę śmierci jej ojca i wymierzyć sprawiedliwość. Jakkolwiek początkowo pałała chęcią zemsty, tak wkrótce po przystąpieniu do sił zbrojnych polubiła życie tam i swoich towarzyszy, znajdując nowe powołanie. Jakimś łutem szczęścia udało jej się dostać do oddziału specjalnego, ze względu na niecodzienne umiejętności. Teraz targana sprzecznymi emocjami znalazła się na terytorium wroga, nie wiedząc, czy dalej powinna szukać sprawiedliwości, czy pójść w ślady ojca i poświęcić się dla własnej ojczyzny.
2021.11.09 03:13:00
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45176125

Pekeryn

300237
768
Arilia:
Dodane. Jeśli znajdzie się na twój wątek jeszcze jeden gracz, to zaczniemy. Noo... chyba, że nikt się nie zgłosi, to wtedy jakoś sobie poradzimy.
2021.11.09 11:18:09
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45176241

Paladyn Bizier

198123
292
Postać do wątku keilońskiego żołnierza

Imię i nazwisko: Torpes Giselberacht
Rasa: człowiek
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 24
Profesja: zbrojny

Charakter: Jest raczej karnym i zdyscyplinowanym żołnierzem, ale nadającym się raczej do pilnowania czasów pokoju niż do bitew w czasie wojny. Mimo kilku lat służby wojskowej nie doświadczył nigdy prawdziwej walki i byłoby dla niego najlepiej, gdyby tak zostało. Zrezygnował z zabierania na misję większej broni i pancerza, gdyż ma nadzieję, że nie będą mu one potrzebne, jeżeli będzie się zachowywał odpowiednio ostrożnie i nie będzie przyciągał uwagi strażników. Nie jest do końca pewien, czy misja skrytobójczego zabijania ważnych osobistości którą otrzymał jest moralnie właściwa, ale stara się o tym nie myśleć i powtarza sobie, że raczej lepiej żeby on zabił kilku ludzi, niż żeby tysiące innych umierało w bitwach. Jeśli chodzi o jego karierę wojskową, to jest całkiem dumny ze swoich dotychczasowych osiągnięć, mimo że ma świadomość, że zawdzięcza je bardziej szczęściu niż własnym umiejętnościom.

Wygląd: Jest wzrostu nieco powyżej średniego, o chodzie i postawie żołnierza. Jego twarz kształtem zbliżona jest raczej do prostokąta, niż do owalu. Ma niezbyt długie, ciemne włosy, szare oczy, brwi aspirujące do połączenia się w jedną, średni nos, brak zarostu oraz wąskie wargi. Podczas swojej misji ubiera się w pospolite ubranie, nie mające wyróżniać go spośród tłumu. Składają się na nie: lniana tuniki barwiona na kolor szaro-niebieski, szare lniane spodnie, skórzane buty oraz skórzany pas. Zwykle zakłada też szary płaszcz wykonany z sukna.

Ekwipunek:
- mieszek na monety - przywiązany przy boku
- krótki miecz - żelazny, broń, ukryty pod płaszczem
- torba - skórzana, przewieszona przez ramię, są w niej:
- sztylet - żelazny, broń
- brzytwa - miedziana, służy do golenia, nie nadaje się do walki
- krzesiwo
- figurka religijna - drewniana
- lina - konopna, trzymetrowa
- kawałek węgla - prowizoryczne narzędzie do pisania
- lniana szmata
- chleb
- kawałek sera
- kubek - drewniany

Umiejętności:
- walka mieczem (dobry)
- jazda konna (dobry)
- walka w siodle: kopia (zaawansowany)
- walka młotem bojowym (zaawansowany)
- używanie tarczy (zaawansowany)
- walka wręcz (średni)
- walka toporem(średni)
- obsługa maszyn oblężniczych (średni)
- budownictwo (średni)
- walka sztyletem (słaby)
- medycyna (słaby)
- skradanie (słaby)
- gotowanie (słaby)

Atrybuty:
- zdyscyplinowany - potrafi sprawnie maszerować, utrzymywać równy szyk i przyjmować postawę zasadniczą
- niepewny chwyt - trzyma broń słabiej niż powinien, więc łatwiej jest mu ją wytrącić

Historia: Pochodzi kupieckiej rodziny zamieszkującej jedno z prowincjonalnych miast Keilonu. Jest najmłodszy z trojga braci: najstarszy z nich miał kontynuować prowadzenie rodzinnego interesu, drugi został kapłanem, Torpes wybrał natomiast karierę wojskową. Dzieciństwo spędził jeszcze na nauce mniej militarnych rzeczy, jak np. czytanie, liczenie i handel. Od 14 roku życia przystąpił do pełnoprawnej militarnej edukacji. Od tego czasu rozstał się z rodziną i zamieszkał w koszarach, gdzie wraz z wieloma innymi osobami w jego wieku szkolił się na przyszłego zawodowego żołnierza. Ćwiczył walkę pieszą i konną, musztrę oraz podstawy wojskowej taktyki. Po kilkuletnim szkoleniu został wcielony do przybocznej drużyny miejscowego możnowładcy. Służba ta trwała równy rok, gdyż po tym czasie Torpes został przeniesiony do chorągwi samego króla. Wynikało to z umowy feudalnej, według której jego pan miał przekazywać część swoich ludzi monarsze. Tam Torpes kontynuował służbę. Po wybuchu wojny z Mywarem był jedną z osób z jego roty, które zostały wyznaczone przez dowódcę do dołączenia do oddziału specjalnego mającego przeniknąć do Verlanu. To ma być jego pierwsza bojowa misja i zarazem pierwszy prawdziwy sprawdzian jego umiejętności.
2021.11.09 16:24:40
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45176498

Pekeryn

300237
768
Oog:
Jest 2 chętnych - możemy zaczynać. Jeśli ktoś chce dołączyć jeszcze na ten wątek, to zapraszam. Jakoś postaram się was wcisnąć.

IG:
Był wieczór gdy grupa specjalna znalazła się wewnątrz murów Verlanu, w biednej dzielnicy. Każdy z jej członków znajdował się pod bronią - czy to widoczną, czy też ukrytą, gdyż w tym miejscu tylko to mogło zapewnić przeżycie. Było to na pierwszy rzut oka dobre miejsce dla szpiegów i innych zabójców: straż bardzo rzadko zaglądała do tej części miasta, znajdowała się tu masa zbirów mogących odwrócić uwagę, a na dodatek nikt się nie przejmował zasztyletowanymi trupami w jakichś ciemnych uliczkach, więc grabarz musiał odbywać kilka kursów dziennie, by "oczyścić" nieco dzielnicę ze sztywniaków. Takie były uroki życia żebraków, meneli i narkomanów. Miało to oczywiście też złe strony, które jednak znacznie niwelowały miecze i sztylety ukryte pod płaszczem. Jak grupa tak właściwie znalazła się w tym miejscu? W przebraniu oczywiście. W ubiorze zakonników przekroczyli granicę na wozie pełnym zboża - niby do rozdania potrzebującym. Strażnicy na granicy kupili tą historyjkę i wpuścili keilońskie siły specjalne do cesarstwa Mywar. Następnie wóz porzucono wraz z religijnym przebraniem, by spokojnie móc wejść do miasta od strony biednej dzielnicy - nie rzucając się w oczy. Na kilku zakonników znalazłoby się bowiem pół rejonu gotowych do napaści na nich, a widok kilku zbrojnych na tak niebezpiecznym obszarze nie był niczym dziwnym. W grono grupy zaliczali się:
Leo - dobry szermierz i przywódca oddziału. Ponoć ma na koncie więcej trupów niż ma lat, a na młodzieńca nie wygląda.
Ralf - doświadczony kusznik wydzielony przed trzema laty z drugiej kompanii królewskiej do sił specjalnych. Trafi celowi między oczy ze stu kroków.
Byli w tym gronie również:
Elizabeth - początkujący szpieg o dość znanym w ojczyźnie nazwisku ze względu na zasługi jej ojca,
I Torpes - nowicjusz wśród żołnierzy, lecz bardzo zdolny mąż o sporym potencjale.
Grupa stała więc w jednej z uliczek. Przed nimi ciągnął się szereg drewnianych domów, obok której przesiadywali żebracy. Nie trudno Było też trafić na nieprzytomnego pijaka, lecz nie to tkwiło teraz w głowie oddziału. Mieli oni bowiem zgodnie z instrukcją znaleźć dom o czerwonych drzwiach, zapukać do nich trzykrotnie i wypowiedzieć hasło: "Otwórz, szwagier, mamy wódkę!" - tam mieli czego na nich agenci keilońscy. Powoli nastawał zmrok, co mogło znacznie utrudnić poszukiwania.
- No dobra, trzeba znaleźć ten dom. - Rzekł Leo i ruszył przed siebie, bacznie obserwując okolicę, szczególną uwagę poświęcając budynką i ich drzwiom. Nie było jednak w najbliższym otoczeniu ich celu.
2021.11.09 17:17:09
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45176534

Arilia

300263
2864
Razem z grupą specjalną przez dzielnicę przemieszczała się Elizabeth. Starająca się nie rzucać w oczy, ubrana w ciemne ubrania kryjące jej sylwetkę, które ku jej rozgoryczeniu zdążyły już się pobrudzić. Na plecy zarzucony miała płaszcz osłaniający torbę przed oczami drobnych złodziejaszków. Jasne włosy skrywała pod czarnym kapeluszem z szerokim rondem, a usta i nos osłaniała ciemnozieloną chustą. Nawet niekoniecznie dla ukrycia swojego wyglądu, ale by ochronić się przed niezbyt miłymi dla nosa zapachami.
Dziewczyna szła gdzieś w środku grupy, rozglądając się po nieznanym jej terenie, gdy usłyszała plasknięcie pod nogami. Wydała z siebie bliżej niezidentyfikowany dźwięk oznajmiający obrzydzenie, gdy pod jej stopami ukazały się resztki posiłku, który zapewne jeszcze rano znajdował się w czyimś żołądku. Lizzie oparła się ręką o ścianę pobliskiego budynku, aby otrzeć pobrudzone podeszwy o ziemię, trafiając przez to na koniec grupy.
2021.11.09 20:37:35
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45176792

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes szedł na tyle kolumny. Niemal co chwilę sprawdzał ruchem ręki tak dyskretnym, jak tylko potrafił, czy czuje pod płaszczem swój miecz. Rozglądał się też dokoła, badając twarze mijanych przedstawicieli marginesu społecznego.
Jego uwagę przykuło nagłe wystąpienie Elizabeth. Przyglądał się jej przez moment, nie zwalniając marszu. Ale po chwili zrozumiał już co ona robi i odwrócił wzrok w inną stronę.
2021.11.09 22:25:16
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45177005

Pekeryn

300237
768
Szli, szli, a domku z czerwonymi drzwiami jak nie było, tak i nie ma - przynajmniej na razie.
- Cholera. To musi być gdzieś tutaj. Musimy jakoś znaleźć ten dom, bo o drogę raczej nie zapytamy. - wyszeptał Leo i westchnął cicho.
Elizabeth zostając na chwilę z tyłu mogła zauważyć jak jakiś zamaskowany mężczyzna próbuje od tyłu wcisnąć się w lukę pomiędzy budynkami, lecz gdy tylko ją ujrzał natychmiast zaniechał swoich działań i skrył się za jednym z domów. Nim jednak zdążyła przeanalizować tę sytuację...
- Pani dobra, pani da grosika dla nędznika.. - zagadał do Elizabeth pobliski żebrak, od którego z daleka czuć było odór w nadmiarze spożytego alkoholu.
Torpes zaś - jak i reszta oddziału - mógł zauważyć budynek od którego biło mocne światło, i to w samym sercu dzielnicy. Widać również było jak ludzi lgną do tego miejsca, co o tej porze nasuwało dwa podejrzenia: albo karczma, albo burdel. Czerwonych drzwi jednak nie było, a mrok powoli przejmował władzę nad światem, utrudniając odnalezienie obecnego punktu misji.


Oog:
W sumie mogłem wam dać przeprawę na terytorium wroga do odegrania jako taki tutorial, ale już za poźno.
Edytowany 07:11:37 10.11.2021 przez Pekeryn
2021.11.09 22:47:03
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45177022

Arilia

300263
2864
Dziewczyna spojrzała na żebraka i odsunęła się od niego na krok, kryjąc obrzydzenie.
- Drobne, ta... - zwróciła się do obdartusa, wzrokiem wracając z powrotem do miejsca, gdzie zauważyła zamaskowanego mężczyznę. Uniosła prawą rękę w górę, kładąc ją na ramieniu rozmówcy, jakby zamierzając go podnieść na duchu.
- Wybacz przyjacielu, ale nie mam przy sobie pieniędzy. Trzyma je mój towarzysz. Jest gdzieś tam. Spróbuj jego zapytać.
Lewą ręką wskazała miejsce, gdzie zniknęła jej z oczu tajemnicza osoba. Ręką trzymającą za ramię lekko popchnęła żebraka w tamtym kierunku, w ramach zachęty. Miała nadzieję, że biedak odwróci uwagę na wystarczająco dużo czasu, aby mogła ukradkiem przemknąć do luki między budynkami i sprawdzić, co też ciekawego się tam kryje.
2021.11.10 16:16:50
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45177545

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes cały czas trzymał się z tyłu oddziału. Spoglądał na przemian na oświetlony budynek, swoich towarzyszy oraz Elizabeth. Starał się nie stracić z oczu żadnej z tych rzeczy.
2021.11.11 13:57:59
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45178739

Pekeryn

300237
768
-Towarzysz? Pieniążki? Tam? Dobrze... ale może płaszczyk pani da nędznikowi - dla córeczki. Ma córka chora. Nie je, nie pije, więc ja trochę *hik* piję za jej zdrówko.. Płaszczyk księżno moja, płaszczyk... chociaż tyle. - Rzekł żebrak i -korzystając z biskiej odległości - chwycił się oburącz płaszcza Elizabeth jak rzep psiego ogona, próbując zdjąć go z właścicielki. Nie było więc na razie mowy o badaniu tamtej luki, która nie była jedyną tego typu w tej okolicy. Niektóre jednak były zagrodzone prowizorycznym płotem, zapewne postawionym przez jakiegoś miejscowego burżuja. Ta konkretna i inne nieogrodzone - na pierwszy rzut oka - pozwalały dostać się za szereg budynków. Cóż tam jednak mogło być? Z daleka było widać, że za tymi budynkami wznoszą się mury miasta, lecz niejako odstają one od zabudowań. Było więc tam na coś miejsce - z pewnością. Może na małą uliczkę?
Leo i Ralf zatrzymali się, gdy przestali słyszeć kroki Elizabeth i zaczęli spoglądać w jej kierunku.
- Potrzebujesz pomocy? - Zapytał Leo i już poderwał się, by nauczyć żebraka dobrych manier.
2021.11.11 14:24:00
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45178780

Arilia

300263
2864
Elizabeth szarpnęła za pochwycony płaszcz odsuwając się od obdartusa.
- Łapy precz! - warknęła, skręcając tułowiem i stawiając lewą nogę gdzieś z boku, aby w razie dalszej natarczywości pijaka mogła go podciąć od tyłu i przewrócić.
- Czy mógłbyś proszę nauczyć go dobrych manier? - zwróciła się błagalnym tonem do Leo.
2021.11.11 16:23:53
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45178916

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes przez chwilę wyraźnie wahał się między zostaniem w miejscu, a podejściem w stronę Elizabeth i żebraka. W końcu postanowił się nie ruszyć, ale zamiast tego rozejrzał się dookoła, czy w zasięgu jego wzroku nie ma innych podejrzanych osób. Przy okazji sprawdził też jeszcze raz, czy może wyczuć pod płaszczem swój miecz.
2021.11.11 17:52:29
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179015

Pekeryn

300237
768
Żebrak zachwiał się znacznie po szarpnięciu płaszczem przez Elizabeth. Rzecz jasna wypuścił go z rąk i zamachnął się nimi dla utrzymania równowagi, po czym jego wzrok spadł na idącego w stronę tej dwójki mężczyzny.
- No, przyjacielu, czas nauczyć Cię grzeczności... - rzekł Leo przyspieszając kroku i zaciskając pięści.
- Nie! Pani! Królewno ty moja! Zrobię wszystko! Ratuj! - Wykrzyczał błagalnie pijak, padł na kolana i zaczął całować buty Elizabeth.

Miecz Torpesa był tam, gdzie być powinien. Ulica zaś była już pusta, przynajmniej na tyle, na ile był w stanie ujrzeć w pogłębiającym się z każdą chwilą mroku. Nikt widocznie nie chciał zostawać po zmroku w tej części miasta - nie licząc gości karczmy tudzież burdelu. Gdzieniegdzie dało się słyszeć miauczenie kota czy pohukiwanie wiatru w dziurawym dachu. W pewnym momencie do uszu całej grupy doszły czyjeś kroki ze strony luki, którą interesowała się Elizabeth, a przed nią jakiś tajemniczy mężczyzna.
2021.11.11 18:12:15
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179064

Arilia

300263
2864
Dziewczyna odsunęła się od żebraka jeszcze dalej, teraz już praktycznie podpierając ścianę budynku.
- Zjeżdżaj stąd lepiej póki jeszcze masz okazję.
Czując, że droga ucieczki jej się kończy, prawą rękę włożyła pod plasz za pasem, aby zacisnąć dłoń na rękojeści noża.
2021.11.11 18:38:24
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179106

Evanlynn Amarie

13915
14
Postać do wątku mywarskich strażników

Imię i nazwisko: Róisín ó Laighin
Rasa: Człowiek
Wiek: 29
Profesja: Strażniczka pałacowa
Wygląd: Sto sześćdziesiąt dziewięć centymetrów wzrostu. Sylwetka zwyczajnie szczupła, raczej bez widocznych mięśni. Twarz owalna, nieco zbyt długa. Włosy czarne, z praktyczności nigdy nie dłuższe niż do karku. Oczy ciemnobrązowe. Skóra oliwkowa.

Ekwipunek:
- Tasak
- Kastet
- Mieszek przy pasie (z przodu)
- Zbroja pałacowa (morion + stalowy kirys)

Torba:
- Jabłka [2]
- Krzesiwo
- Bukłak z wodą
- Podpłomyki
- Bandaże
- Nóż
- Pergamin
- Atrament
- Trzcina

Umiejętności:
- Walka mieczem [tasak]: dobry
- Walka wręcz [kastet]: dobry
- Uniki: zaawansowany
- Pisarstwo: zaawansowany
- Jazda konna: zaawansowany
- Gotowanie: średni
- Pływanie: średni
- Skradanie się: średni
- Walka bronią drzewcową: średni
- Zdolności artystyczne: słaby
- Medycyna: słaby
- Wspinaczka: słaby
- Aptekarstwo: słaby

Atrybuty:
- Ręka na pulsie - myśli szybko i zachowuje opanowanie w nagłych sytuacjach
- Mocna głowa - trzeba wiele by wylądowała pod stołem
- Solarium - nie czuje się zbyt dobrze w wysokich temperaturach, okrutnie ją męczą
- Spacerkiem - większość ludzi jest od niej szybsza, dlatego zwykle walczy niźli ucieka
2021.11.11 20:35:50
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179273

Pekeryn

300237
768
Wątek III - Pałac

W pałacu powstało istne zamieszanie, by nie powiedzieć burdel. Mężczyźni zaczęli spoglądać na siebie nieufnie, kobiety mdleć - najpewniej udawanie, służba biegała w te i wewte, jakby próbowała rozgonić wszelkie niepokoje, a trup Ethavillego leżał sobie spokojnie w ogrodach. Przynajmniej on zachował zimną krew.
- A co jeśli zabójca jest wśród nas?
- A co, jeśli to jeden z nas? - Rodziły się pytania, które jednak niechętnie weszły w szepty dopiero po jakimś czasie od odkrycia zwłok. Nawet zautomatyzowana powściągliwość uczuć męskiej części gości nie mogła ukryć wielkiego zdumienia, jakie ogarnęło wszystkich na sali.
Straż natychmiast zajęła się sprawą morderstwa. Wyprowadzono wszystkie osoby z ogrodów i zaprowadzono je ponownie pod dach pałacu, z zakazem opuszczania miejsca do czasu złożenia zeznań i rozwiązania śledztwa. Dla dopilnowania, by nikt nie uciekł, przy wejściach do sali stanęli strażnicy, a wydzielona część miała poprowadzić śledztwo. W jej gronie znalazła się Róisín. Ogrody pałacowe powitały ją przyjemnym, rześkim, wieczornym powietrzem. Oprócz istnych pól kwiecia, znajdował się w tym miejscu również labirynt z żywoplotu, gdzie właśnie znaleziono ciało. Za labiryntem można było się natknąć na trzy metrowy mur, za którym była dzielnica kupiecka.
- Gdy ludzi kupa, znajdą i trupa, co nie? Hehe. - zażartował jeden z kolegów po fachu w randze szeregowca, dzierżąc w ręce halabardę opartą końcem drzewca o ziemię.
- Na bok te głupie kawały, macie robotę do zrobienia. Trup leży w środku labiryntu. Traficie tam po świetle, jakie daje pochodnia naszego człowieka. Przeanalizujcie wszystko, a potem wrócicie. Trzeba jeszcze przesłuchać świadków. Ja zostanę tu ludźmi na wszelki wypadek, jakby zabójca chciał uderzyć ponownie. Baczność! Do wyznaczonych zadań rozejść się! Spocznij! - Rzekł dowódca, kończąc to wszystko rozkazem wysłanym do Róisín i jej dwóch towarzyszy z chwilowego oddziału kryminalnego. Lecz co teraz zamierzali zrobić? To już zależy od nich. Noc była ciemna i nie ułatwiała prowadzenia śledztwa. Wiatr tarmosił żywoplot, jakby liśćmi chciał wyjaśnić imię zabójcy. Księżyc spoglądał życzliwie na działania straży, pomagając im nieco swym blaskiem, a gwiazdy mrugały do ludzi swym złotem.
2021.11.11 21:31:15
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179348

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes zdecydował się w końcu ruszyć z miejsca i udał się w stronę żebraka oraz pozostałych osób z oddziału. Szedł jednak nie bezpośrednio w ich kierunku, ale nieco w bok, aby stanąć z flanki. Porzucił też marszowy krok i teraz wolniej i bardziej ostrożnie stawiał kolejne kroki.
2021.11.11 22:39:54
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179424

Pekeryn

300237
768
Wątek I - Dzielnica Biedoty

Żebrak zrozumiał, że daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia... Podniósł się z ziemi i rzucił do ucieczki - chwiejnym krokiem, omal nie padając na glebę... lecz nie na długo. Leo widząc, że cel potencjalnej bijatyki mu czmycha, rzucił się za nim i na pożegnanie skoczył przed siebie, by energicznie wysunąć w powietrzu prawą nogę, czym wykonał kopnięcie "z partyzanta" w miejsce, gdzie plecy pijaka traciły swą szlachetną nazwę. Ten natymiast padł na ziemię, nieprzyjemnie ryjąc przy tym twarzą w piach na długości prawie pół metra.
- No, teraz zrób coś z sobą i weź się za uczciwą pracę. - rzekł Leo.
Żebrak początkowo zastygł w bezruchu, co przynosiło na myśl, że stracił przytomność. Po chwili jednak zaczął pojękiwać, co z kolei przeobraziło się w głośny płacz.
Nagle z luki, która wcześniej interesowała Elizabeth, wybiegła młoda kobieta z koszykiem jabłek. Miała długie, kruczoczarne włosy i czerwoną sukienkę przykrytą płaszczem. W pewnym momencie swojego biegu zahaczyła o nogi żebraka, którego najpewniej nie zauważyła i przewróciła się.
- Aaah, jak boli! Chyba skręciłam kostkę, pomóżcie. - Rzekła sycząc z bólu.
2021.11.11 23:04:22
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179442

Arilia

300263
2864
Elizabeth mając na uwagę typowe osobistości, które spotkali dotąd w okolicy, podeszła do leżącej kobiety, ale zatrzymała się dwa metry przed nią. Zaczęła od obejścia jej naokoło i zerknięcia w lukę, z której przyszła, sprawdzając, co też tam się znajduje i czy przypadkiem nie czyha na nich więcej podejrzanych jegomości chcących atakować nieświadomych niczego cudzoziemców.
2021.11.11 23:35:14
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179468

Evanlynn Amarie

13915
14
Uśmiechnęła się, słysząc kompletnie głupi żart jej współtowarzysza. Uśmiech oczywiście zbladł, gdy ich dowódca rozpoczął swoją przemowę. Wysłuchawszy co miał do powiedzenia, odchrząknęła cicho. Jej zdaniem zdecydowanie źle do tego podchodzili.
- Przepraszam. Zdaję sobie sprawę, że może to być nieco trudne logistycznie do wykonania jednak potencjalni świadkowie powinni zostać umieszczeni w odrębnych pomieszczeniach. Natomiast reszta gości powinna pod eskortą udać się do własnych domostw. Oczywiście możliwie pojedynczo lub w małych grupach, by nie uszczuplić zbyt mocno garnizonu.
Patrzyła na mężczyznę, którego z racji mroku nie widziała do końca wyraźnie.
2021.11.12 11:58:27
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179707

Pekeryn

300237
768
Wątek III - Pałac

- Goście przybyli do nas z różnych części cesarstwa. Większość z nich nie ma w stolicy swoich rezydencji, więc z pewnością będą musieli przenocować w komnatach pałacowych, gdzie może czyhać na nich zabójca. Nie wiemy czy to nie ktoś ze służby, która ma dostęp do pokoi, więc odesłanie ich do oddzielnych pomieszczeń niekoniecznie będzie dobrą opcją. Postawienie straży przy każdej komnacie nie wchodzi w grę po tym, co ostatnio dzieje się w dzielnicy biedoty - straż musi pilnować, by tamtejsi zabijacy nie dostali się do innych części miasta. Ponadto jego cesarska mość liczy na szybkie rozwiązanie sprawy...[tu zaczął znacznie ciszej]... Cesarz nie chce wywołać paniki wśród gości i liczy, że po szybkim śledztwie i znalezieniu winnego, uda się jeszcze kontynuować dzisiejszą uroczystość. - Rzekł dowódca.
2021.11.12 12:30:29
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179745

Paladyn Bizier

198123
292
Widząc kobietę z koszykiem jabłek Torpes zatrzymał się. W milczeniu spojrzał po kolei na twarze swoich towarzyszy, na leżące na ziemi jabłka oraz na samą kobietę.
2021.11.12 12:51:16
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179768

Pekeryn

300237
768
Wątek I - dzielnica biedoty

Podejrzenia Elizabeth nie były z pewnością bezpodstawne, a jak się właśnie okazało, były one również obfite w rozszyfrowanie zasadzki. W luce znajdował się jakiś zarośnięty mężczyzna w podartej koszuli, który przylegał plecami do sciany budynku. W ręce trzymał on wekierę podniesioną do góry, nad głowę, jakby brał zamach. Spojrzał dzikim wzrokiem na naszą panią szpieg, po czym wybiegł z luki w jej stronę.
- Mówiłam, żeby tego nie robić. Rudy nas zabije! - Wrzasnęła jeszcze przd chwilą wijąca się z bólu kobieta. Podczas wypowiadania tych słów zaczęła powoli podnosić się z ziemi za pomocą nóg i lewej ręki, gdyż prawicę włożyła w kieszeń płaszcza, wyciągając z niej sztylet.
Torpes mógł zauważyć zdziwienie na twarzy Ralfa i to, że Leo, korzystając z okazji, zaczął wpatrywać się w krągłości leżącej na ziemi kobiety, lekko się uśmiechając - oczywiście do czasu, aż nie zaczęła wrzeszczeć, nie dobyła sztyletu i jakiś bandzior nie wyskoczył z luki.
- Elizabeth, uważaj! - Krzyknął Leo i chwycił prawą dłonią za rękojeść miecza, wyciągając go z pochwy. Natychmiast ruszył przed siebie, chcąc zagrodzić drogę oprychowi.
Żebrak widząc, a może przede wszystkim słyszeć, co się dzieje, zaczął pełznąć po ziemi przed siebie - powoli oddalając się od zagrożenia.
2021.11.12 13:16:24
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179797

Arilia

300263
2864
Lizzie uskoczyła na bok przed bandziorem tak, aby w razie ataku na nią za plecami został mu Leo. Lewą ręką sięgnęła za pas z drugiej strony, wyciągając z pochwy łamacz mieczy. Zatrzymała się prawą nogą z przodu, na lewej opierając ciężar ciała i zerkała to na mężczyznę, to na kobietę szacując, kto wykona ruch jako pierwszy.
2021.11.12 14:32:11
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45179882

Evanlynn Amarie

13915
14
- Pobożne życzenia - parsknęła z pogardą, choć również nie podnosiła głosu.
Uśmiechnęła się raczej niewesoło. Skinęła dowódcy i musnęła dłonią ramię jednego z jej towarzyszy, dając znak, by szli za nią. Sama ruszyła w głąb labiryntu, ku światłu pochodni.
- Skala tego burdelu przewyższa cokolwiek z czym moglibyśmy sobie poradzić - mruknęła na odchodne, rozważając beznadziejną sytuację.
2021.11.13 10:13:16
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45180876

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes również wyciągnął swój miecz. Zbliżył się do pozostałych członków oddziału stając u ich boku. Stanął tak w lekko pochylonej pozycji, z lewą nogę wysuniętą do przodu. Swoją broń trzymał poziomo, cofniętą względem swojego ciała, w pozycji umożliwiającej mu sprawne wyprowadzenie pchnięcia.
2021.11.13 11:04:08
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45180913

Pekeryn

300237
768
Wątek I - Dzielnica biedoty

Kobieta ze sztyletem wstała z ziemi i stanęła naprzeciwko Elizabeth. Zgarbiła się nieco, stanęła w rozkroku i przenosiła ciężar ciała z jednej nogi na drugą, markując to nagły atak, to unik w tył. W międzyczasie przerzucała sztylet z jednej ręki do drugiej - w niedużej odległości, by mieć większą pewność, że oręż jej z ręki nie wypadnie, a móc się pochwalić jakąś tam biegłością w posługiwaniu się nim. Wykrzywiła usta w paskudny uśmiech i rzekła:
- Zostaw to, ślicznotko... rzućcie broń, dajcie złoto, a was oszczędzimy! - Powiedziała zaczynając szeptem, a kończąc krzykiem.
Radość zeszła jej z jej twarzy, gdy u boku pani szpieg stanął Torpes z mieczem, wówczas kobieta zaczęła się lekko wycofywać w stronę swojego towarzysza.

Zbir z wekierą może i wyglądał na kogoś, kto rozumem nie grzeszy, ale samobójcą nie był. Gdy zaważył, że Leo biegnie w jego stronę, natychmiast obrócił się ku niemu - porzucając plany ataku Elizabeth - i gdy tylko ten znalazł się przy nim, natychmiast machnął swym orężem tak, jak go trzymał, to jest znad głowy, prosto ku dołowi. Mimo trzymania wekiery jak ciamajda, sam cios został wyprowadzony z nieprawdopodobną siłą i szybkością, sprawiając, że Leo znalazł się w kłopocie. Nasz dowódca oddziału specjalnego widząc nadchodzące niebezpieczeństwo spróbował sparować atak. Zatrzymał się nagle na rozszerzonych nogach, które powoli zginał, obniżając pozycję, by mieć ułamek sekundy więcej na przygotowanie miecza do obrony, a także by nogi służyć mogły jako amortyzator wytrącający szybkość wekiery. Uniósł w końcu miecz poziomo, ku górze, ostrzem skierowanym w stronę broni nieprzyjaciela i przyjmując uderzenie na zastawę, gdyż nie chciał ryzykować przegięcia się miecza. Wekiera wbiła się styliskiem pod głowicą w klingę Lea na jakieś trzy centymetry, zatrzymując się dwadzieścia centymetrów od jego głowy. Napastnik jednak postanowił kontynuować atak i zaczął napierać silnym ramieniem na miecz. Obaj panowie zaczęli się siłować.
- Poddaj się! - Zakrzyczał bandzior.
- Chyba śnisz! - Odpowiedział mu Leo.

Ralf zdjął w tym czasie kuszę z pleców i już miał ją nakręcać korbą, gdy nagle...
- Odłóż to, kochanieńki. Rzućcie broń, albo was przyjaciel pójdzie na tamten świat. - powiedział zamaskowany mężczyzna, którego widziała wcześniej Elizabeth. Wylazł on inną luką między domami, zachodząc wszystkich zgromadzonych od boku, piętnaście metrów od grupy - tym razem z naładowaną kuszą, którą wycelował w Ralfa. Ewidentnie skorzystał na zamieszaniu, jakie zrobili jego koledzy.
- Psia krew... Nie słuchajcie go! - zaklnął pod nasem kusznik oddziału specjalnego, dając przy okazji ciekawą radę swym towarzyszom, biorąc pod uwagę, że to jego życie wisiało na włosku.



Wątek III - Pałac

- Mając liczebność straży, jak przed wojną, moglibyśmy zabezpieczyć wszystko, ale dobre chłopaki poszli na front. - Wyjasnił jeszcze na zakończenie dowódca.
Dwóch strażników poszło tuż za Róisín, rozgladając się dookoła. Pod ich stopami scieliła się zielona trawa, zmiażdzona zapewne pod wpływem licznego tłumu, jaki pałętał się w ostatnim czasie po ogrodach. Z daleka było widać światło pochodni, gdyż strażnik znajdujący się w labiryncie, słysząc kroki, podniósł ją do góry - rozświetlając ścieżki między żywopłotami. Nic ciekawego jednak po drodze nie znaleźli. Szli więc wzdłuż zielonych ścian, nie wiedząc, co też zastaną.
- Ciekawe jak go zabili... - przerwał ciszę jeden ze strażników.
- Myślę, że klasycznie - sztylet w plecy - odrzekł drugi.
Po kilku wymianach nic nie wnoszących do sprawy zdań, stanęli wreszcie u progu środka labiryntu. Jeśli chcieli - mogli wejść zobaczyć, co też tam się kryje. Mogli również popałętać się dalej wśród zieleni, a nawet pobawić się w chowanego - wszystko zależało w tym momencie od decyzji Róisín, gdyż obaj strażnicy nie byli zbyt asertywni.
2021.11.13 12:46:01
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45181092

Arilia

300263
2864
Elizabeth rozejrzała się oceniając sytuację. Wierzyła, że Leo da sobie sam radę, a nie potrzebowali dwójki do walki z dziewczyną.
- Zostawiam ci ją. - Rzuciła do Torpesa, sama odwracając się w kierunku Ralfa i kusznika. Zrobila kilka kroków przed siebie, aby strzelając do niej nie został trafiony nikt za jej plecami.
- Zajmę się nim. - Krzyknęła do Ralfa i zamachnela się do tyłu prawą ręką z nożem tak, jakby miała zamiar nim rzucić. Nogi ugięła nisko, prawą stawiając z boku, szykując się do uniku. Obserwowała kusze nieprzyjaciela czekając na moment, w którym uzna, że to ona jest teraz jego bezpośrednim zagrożeniem i strzeli. Chciała zwyczajnie zamiast atakować paść na ziemię jak tylko kusznik zacznie w nią celować.
Edytowany 17:01:57 13.11.2021 przez Arilia
2021.11.13 17:01:30
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45181357

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes odpowiedział Elizabeth skinieniem głowy. Obrócił się w stronę kobiety ze sztyletem i zaczął się do niej zbliżać. Na każdy jej krok w tył reagował jednym krokiem w przód, starając się zachować taki dystans, by znajdować się poza zasięgiem jej broni, ale móc trafić ją przynajmniej końcówką swojego miecza. Co chwila, nie ruszając głową, a jedynie oczami, spoglądał też na sytuację tych członków oddziału, którzy byli w zasięgu jego wzroku.
- To raczej wy powinniście rzucić broń. - powiedział do swojej przeciwniczki.
2021.11.14 22:16:06
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45183038

Pekeryn

300237
768
Wątek I - Dzielnica biedoty

Plan Lizzie powódł się. Zbir z kuszą widząc, że Elizabeth przygotowuje się do rzucenia w niego nożem, natychmiast obrał ją za cel, po czym nacisnął dźwignię spustową. Szybki, przygotowywany wcześniej upadek na ziemię pozwolił Lizzie uniknąć nieprzyjemności, jaką był bełt w głowie. Świsnął on ponad dziewczyną, wbijając się w drewnianą ścianę jednego z budynków. Zbir, niezadowolony ze swojego strzału, odrzucił kuszę na bok i siegnął po miecz.

Ralf widząc, że zagrożenie minęło, wsadził nogę w strzemię kuszy, przyłożył je do ziemi i zaczął korbą nakręcać swą broń. Z każdą chwilą cięciwa coraz bardziej się napinała.

Kobieta ze sztyletem przestała bawić się w przerzucanie broni z jednej dłoni w drugą i zacisnęła prawą rękę na rękojeści swego krótkiego oręża. Obecnie wolną, lewą rękę wsadziła w kieszeń płaszcza. Ciągle cofała się w tył, za plecy bandziora z wekierą, który wkrótce również znalazł się w zasięgu broni Torpesa.

Leo i bandzior siłowali się przez dłuższy czas. Bandyta był silny, lecz nie tak wytrzymały jak zaprawiony w boju mąż, toteż szala zwycięstwa z każdą chwilą przechylała się na stronę Leo. W pewnym momencie, pod wpływem naporu obu panów, drewniane stylisko zatrzeszczało złowrogo, po czym pękło w miejscu, gdzie było już uszkodzone - we wcięciu dokonanym ostrzem miecza. Głowica wekiery spadła na ziemię, miecz Leo, z racji, że ten wypychał go do góry, odleciał dość wysoko ponad głowę, zaś to, co z broni oprycha zostało, spadło na dół. Bandzior natychmiast od dołu wymierzył tym, co miał, cios w kierunku dowódcy oddziału, lecz wystarczyło odchylenie się Leo w tył, by uderzenie go nie sięgło - z racji ograniczonego zasięgu "pałki". Leo nie był jednak bezczynny, i gdy bandzior prowadził atak, sam zakreślił mieczem od góry, ku dołowi półkole w prawo, w końcowej fazie rozcinając ostrzem swemu oponentowi kawał lewego uda. Ten zasyczał głośno z bólu, lecz nic nie zapowiadało tego, że się teraz podda.

_
Edytowany 08:13:49 15.11.2021 przez Pekeryn
Edytowany 09:05:07 15.11.2021 przez Pekeryn
2021.11.15 04:16:09
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45183234

Arilia

300263
2864
Elizabeth stęknęła przy upadku na ziemię wypuszczając głośno powietrze. Trudno powiedzieć, czy w wyniku zderzenia z podłożem, czy w uldze, że nie czuje nigdzie bełta w ciele. Broń jej gdzieś wypadła podczas skoku, więc teraz podniosła się na czworaka i tak przesuwała się po ziemi dozbrajając się powrotem.
2021.11.15 12:50:56
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45183453

Evanlynn Amarie

13915
14
- Za chwilę się dowiemy.
Rozejrzała się po nieco obszerniejszym obszarze środka konstrukcji, wypatrując zarysu ciała. Właściwie dość ciekawym był fakt, że morderstwa dokonano akurat w tym miejscu, a nie gdzieś w korytarzu czy ślepym zaułku. Zamyślona wyciągnęła dłoń i zanurzyła ją pomiędzy liście żywopłotu po swojej prawej. Chciała sprawdzić jak grube były ściany. Zapewne zupełnie nic to nie wnosiło ale przeszło jej przez myśl, że dużo rozsądniejszym byłoby wetknięcie tam trupa.
2021.11.15 17:14:44
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45183707

Pekeryn

300237
768
Wątek III - Pałac

Ściany żywopłotu były grube na jakieś siedemdziesiąt centymetrów, lecz tak gęste, że o chowaniu tam czegoś więcej niż paczki zapałek mowy być nie mogło. W środku labiryntu znajdował się niewielki, brukowany plac z fontanną, która nieustanie wyrzucała i pochłaniała kolejne litry wody. Nieopodal niej, przy strażniku, leżał sobie trup. Mężczyzna w średnim wieku, wysoki, rozłożyste barki, brunet, delikatny, zadbany zarost, ubrany w atłasowy kaftan w kolorze turkusu - ktoś z pewnością ważny. Leżał na plecach w wielkiej, zakrzepłej plamie krwi. Jedną ręką trzymał rękojeść sztyletu, który tkwił mu w piersi, drugą zaś miał rozłożoną na bok i zaciśniętą w pięść. Był cały blady. Co ciekawe, u jego stóp znajdował się rozsypany bukiet róż.
- No, w końcu kogoś przysłali. Nie żeby coś, ale strach tu z trupem siedzieć samemu. - Rzekł strażnik pilnujący nieboszczyka.



_
Ciągle mi się literki plączą.
Edytowany 21:16:50 15.11.2021 przez Pekeryn
2021.11.15 18:01:13
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45183793

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes zmienił cel swojego ataku na wiekiernika. Zrobił szybki doskok w takie miejsce, żeby przeciwnik ten przynajmniej trochę odgradzał go od kobiety ze sztyletem i zrobił swoją bronią pchnięcie skierowane w okolice jego lędźwi.
2021.11.16 16:00:08
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45184753

Pekeryn

300237
768
Wątek I - Dzielnica biedoty

Bandzior zawył z bólu, gdy miecz Torpesa utkwił w bocznej części jego pleców. Natychmiast wypuścił z ręki kawałek drewna i złapał się za ranne miejsce. Nie było mu dane jednak długo ubolewać nad swą dolą, gdyż całą tę sytuację wykorzystał Leo. Ściągnął on łopatki, ustawił miecz poziomo, płazem równolegle do ziemi i - wykonując proste pchnięcie - wsunął sztych swego oręża między żebra bezbronnego już wekiernika, przebijając mu serce. Bandzior zachwiał się, próbował z trudem łapać powietrze. Patrzył na swych zabójców jak przez mgłę, by w końcu osunąć się na ziemię bez życia.

Kobieta ze sztyletem wyciągnęła lewą ręką z kieszeni drugi sztylet i zwinnie doskoczyła do Torpesa, nieco w bok, aby móc zaatakować to ramię naszego żołnierza, w którym ten nie trzymał broni. Egzekucja dokonana na bandziorze przyniosła jednak zmianę w jej planie.
-Szakal, odwrót! - Zakrzyknęła do swojego jedynego żyjącego kolegi, po czym odwrócił się na pięcie i rzuciła się do ucieczki.

"Szakal" - jak go nazwano, pierwotnie kusznik, a teraz miecznik, również rzucił się do ucieczki, próbując wbiec w szczelinę, którą wylazł.

Cięciwa kuszy Ralfa znałazła się w wyżłobieniu orzecha, co dało jasny sygnał, że bedzie ona za chwilę gotowa do strzału. Ralf sięgnął do kołczana po bełt.
2021.11.16 18:59:39
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45184989

Arilia

300263
2864
Dziewczyna zabrała swoją broń z ziemi i powoli powstała na nogi, otrzepując po drodze pobrudzone ubrania. Spojrzała w kierunku uciekających, ale najwyraźniej nie miała wielkiej ochoty ganiania się po nieznanych jej uliczkach. Obejrzała się na towarzyszy sprawdzając, czy nikt nie został ranny.
2021.11.16 21:22:14
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45185175

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes wyciągnął miecz z rany przeciwnika i zaczął przyglądać się ostrzu. Zwrócił się do towarzyszy:
- Gonimy ich?
2021.11.18 22:50:28
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45187233

Pekeryn

300237
768
Wątek I - Dzielnica biedoty

Łotr z mieczem po chwili zniknął w szczelinie, gdyż miał do niej ledwo kilka metrów. Jego kusza zaś nadal leżała na ziemi. Kobieta-sztyletnik uciekała wzdłuż ulicy, to też jeszcze było widać zarys jej sylwetki pośród wszechobecnego mroku. Ralf umieścił bełt w kuszy i podniósł ją do ramienia. Leo rozejrzał się po towarzyszach i wrogach, po czym zrobil krok w bok, odsłaniając swemu kusznikowi cel - kobietę.
-Ralf! - zakrzyknął dowódca oddziału.
Ralf wiedział, o co chodzi. Wycelował swą broń w kobietę i powoli zaczął naciskać dźwignię spustową. Nawet nie wiedział, kiedy wystrzelił. Bełt świsnął między Torpesem a Leo i wbił się kobiecie w plecy. Ta padła na ziemię jak rażona piorunem i próbowała jeszcze uciekać - pełzając.
2021.11.19 07:00:25
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45187332

Evanlynn Amarie

13915
14
- Cóż... on już zdecydowanie nie miałby szans cię skrzywdzić. - Stwierdziła, spoglądając sceptycznie w stronę trupa.
Dłoń otarła o spodnie, nim zbliżyła się do ciała, by przy nim kucnąć. Na początku przyjrzała się scenie w całości, starając się mimo ciemności, zapamiętać położenie wszystkich poszlak. Dopiero później sięgnęła po sztylet. Możliwie delikatnie wyciągnęła go z rany, by jej nie naruszyć, po czym całą uwagę skupiła na broni. Obróciła ją w dłoni, szukając znaków szczególnych nie tylko na rękojeści ale również na ostrzu.
Edytowany 11:24:56 19.11.2021 przez Evanlynn Amarie
2021.11.19 11:24:08
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45187443

Pekeryn

300237
768
Wątek III - Pałac

Pochodnia trzymana przez strażnika dawała wystarczające światło, by móc przeprowadzić porządne oględziny. Róisín bez problemu mogła zapamiętać ułożenie ciała, które zdecydowanie nie wyglądało na przypadkowe. Sztylet niezwykle gładko wyszedł z rany - odsłaniając ją. Była ona zdecydowanie szersza niż ostrze krótkiej broni kolnej, głębokości zaś nie było szans odmierzyć pierwszym rzutem oka. Sam sztylet był wyśmienitej roboty. Pozłacana, misternie zdobiona głowica w kształcie głowy lwa, również pokryty złotem jelec, rękojeść owinięta giętką skórą barwioną na kolor burgundowy - musiał należeć do jakiegoś bagacza. Wydawało się, że na głowni jest coś wygrawerowane, lecz nie dało się tego ujrzeć z racji zakrzepłej na stali krwi. W pewnym momencie coś błysnęło miedzy bukietem róż.
- Skrzywdzić, nie skrzywdzić... Ja tam różne historyje o trupach slyszałem. - rzekł strażnik z pochodnią.


_
Edytowany 13:31:36 19.11.2021 przez Pekeryn
Edytowany 20:04:53 19.11.2021 przez Pekeryn
2021.11.19 13:14:06
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45187540

Arilia

300263
2864
Elizabeth skrzywiła się widząc, jak Ralf rani uciekinierkę. Usiłując ukryć grymas, odchyliła swój płaszcz, aby wytrzeć jego krańcem zabrudzone ostrza i schować je z powrotem za pas.
2021.11.19 15:13:58
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45187687

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes instynktownie cofnął się o jeden krok po tym, jak przeleciał koło niego wystrzelony z kuszy pocisk. Spojrzał w stronę, w którą bełt poleciał, następnie na towarzyszy i z powrotem na zranioną kobietę.
2021.11.20 12:02:25
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45188615

Pekeryn

300237
768
Wątek I - Dzielnica biedoty

- Zaczekajcie tutaj i miejcie oczy dookoła głowy. Ja dokończę robotę. - rzekł Leo wsuwając miecz do pochwy i chwytając trzymany za pasem nóż. Szybkim krokiem zaczął zbliżać się do rannej kobiety, która z każdą chwilą traciła coraz więcej sił, próbując jakoś odpełznąć od grupy i zniknąć w mroku. Marszowy krok dowódcy jednak bez problemów ją dogonił.
- W mojej ojczyźnie takich jak ty łamie się kołem. Ja okażę Ci więcej miłosierdzia... - Rzekł Leo do kobiety, po czym do niej doskoczył, by złapać i pociągnąć ją za włosy. Gdy ta zawodząc odchyliła głowę do tyłu, przyłożył jej nóż do gardła i wykonał cięcie. Całe towarzystwo mogło posłuchać jak kobieta dławi się własną krwią, przy okazji obficie barwiąc nią ziemię. W kilka chwil odgłosy zamarły, a Leo zabrał się za przeszukiwanie nieboszczki.
Ralf zaś zarzucił kuszę na plecy dzięki przymocowanenu do niej rzemieniowi i zbliżył się do luki, z której wyszedł wcześniej kusznik. Zaczął wyglądać tam nieprzyjaciela, a przy okazji podniósł pozostawiony przez zbira egzemplarz broni, w której się specjalizował i zaczął ocenia jakość wykonania.
2021.11.20 12:25:31
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45188684

Arilia

300263
2864
Elizabeth westchnęła jedynie, wygładziła swoje ubrania i zaczęła z powrotem rozglądać się po uliczce, przypominając sobie, po co w ogóle tutaj przyszli. Postukała się kciukiem w brodę.
- Skoro znajduje się tu jakaś sieć uliczek nie na widoku, to czy nie powinniśmy szukać tam? - zapytała nie zwracając się do nikogo. Możliwe, że po prostu wypowiedziała swoje myśli na głos.
2021.11.20 16:15:06
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45188945

Paladyn Bizier

198123
292
Torpes wyciągnął z torby lnianą szmatę i zaczął wycierać nią ostrze swojej broni. Spojrzał w kierunku dowódcy oddziału czekając na to, jak on odpowie na podaną przez Elizabeth propozycję.
2021.11.21 20:13:58
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45190761

Pekeryn

300237
768
Wątek I - Dzielnica biedoty

Z każda chwilą ściemniało się coraz bardziej, do tego stopnia, że żaden z członków drużyny nie byłby w stanie rozróżnić z kilku metrów czerwonego koloru od brązowego. Mogli więc chodzić od domu do domu i przyglądać się drzwiom, pójść gdzieś przenocować lub... wyciągnąć pochodnię - o ile ktoś ją miał.
Leo skończył przeszukiwać kobietę i kilka znalezionych przy niej monet schował do swojej sakwy. Podniósł następnie sztylety i złapał je za głownię płazem, wysuwając rękojeść przed siebie, po czym ruszył w stronę Lizzie.
- Elizabeth, ty chyba lubisz krótkie bronie... - Rzekł podając jej sztylety, po czym kontynuwał:
-Masz rację, choć Lucj... znaczy... nasz kontakt powinien kupić domek w dyskretnym miejscu, choć po nim to wszystkiego można się spodziewać. Nie wiem, czy go dzisiaj znajdziemy. Już się ściemnia. Jeśli nikt nie ma pochodni, to pójdziemy gdzieś przenocować.
Ralf bez słowa odłożył nowo poznaną kuszę i zaczął grzebać w swojej torbie, czegoś ewidentnie szukając.
2021.11.21 20:49:58
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45190818

Evanlynn Amarie

13915
14
Mruknęła pod nosem, zaskoczona stanem rany, choć nie była pewna co mogło z tego wynikać. Na razie spróbowała skupić się na jednej rzeczy naraz. Otarła ostrze o krawędź podeszwy swego buta, by chociaż częściowo zdrapać krew.
2021.11.23 16:32:00
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45193416

Pekeryn

300237
768
Wątek III - Pałac

Odgłos otarcia stali o but na chwilę zabrzmiał wśród cichej zieleni labiryntu, częściowo odsłaniając to, co było skryte pod wartwą zaschniętej krwi. To coś, co było wygrawerowane... wyglądało na herb. Przed oczami Róisín ukazała się bowiem tarcza, w której znajdował się jakiś kwiat i miecz. Dziewczyna nie była jednak w stanie stwierdzić, do kogo mógłby on należeć - z racji braku wiedzy o heraldyce.
- Ładny ten sztylecik, nie ma co. Mi by szkoda było go tracić na głupie zabójstwo. - Rzekł ten "śmieszkowaty" strażnik.
- Ktoś jednak może na tym skorzystać. Ciekawe kto przejmie teraz włości barona. - dodał drugi ze stróżów prawa.
- Pewnikiem jego brat, a któż inny?
2021.11.23 16:53:29
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45193540

Arilia

300263
2864
Dziewczyna wzięła sztylety do ręki i podziękowała skinieniem głowy. Wpatrywała się przez chwilę w broń, ukradkiem zerknąwszy na trupa poprzedniej właścicielki. W końcu schowała je do torby i westchnęła cicho.
- Nocowanie wśród biedoty... tego mi było trzeba. - Lizzie splotła ręce na piersi i zaczęła się rozglądać za budynkiem, który przynajmniej minimalnie mógł przypominać karczmę.
2021.11.23 20:18:54
zgłoś | ignoruj | cytuj | ID:45194465
Początek strony Strona: [1] [2]

Tylko zalogowani gracze mogą pisać posty

Forum Margonem > Karczma > [M] Trójpodział Verlański

Podaj powód dlaczego oceniasz post na

Pozostało ważnych głosów na dziś: 0, po przekroczeniu limitu
Twój głos pokaże się przy wiadomości, ale nie doliczy się do reputacji gracza.


* pole nieobowiązkoweLimit znaków 0/50

Zgłoszenie postu do moderacji.
Poniżej możesz podać powód Twojego zgłoszenia.

Pamiętaj, że za bezsensowny komentarz możesz otrzymać knebla i stracić swoją reputację.

Limit znaków 0/150

-- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -- -
AND grp=0